Nic mi się nie udaje. Nawet najprostsze czynności wychodzą nie tak jakbym chciała. Żeby zwykła poranna kąpiel zakończyła się nie powodzeniem? Żeby woda była za zimna, herbata za gorzka, paznokcie rozdwojone, komputer nie nadążał, włosy nie rosły, a nogi nie chudły, żebym była olewana przez wszystko co jest żywe ? To jakieś fatum? Nie wiem czy mogę to nazwać pechem, czy moim własnym kalectwem. Ale ej.. pieprzę to, pozdrawiam środkowym palcem, mam to w dupie czy jakowo inaczej tego nie nazwać. Pora się przyzwyczaić, idzie nowy rok a ja nie będę się wiecznie nad sobą użalać.. Noo przynajmniej nie publicznie. Dzisiaj przychodzi Paulina na noc, porobimy kilka zdjęć i znowu będziemy dobrze się bawić ;)
pieprzyć to! grunt by w tym całym chorym bałaganie pozostać sobą.~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz